poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 15

      Kamień spadł mi z serca.... Gdy zobaczyłam wysoką postać z burzą loków na głowie...
-Harry?- szepnęłam.
-Tak. Jess znam tych kolesi... Są niebezpieczni... Musimy się zmywać jak najszybciej...
-Ale jak? Harry? Jak?
    Nagle Harry wziął mnie na ręce i powoli wyślizgnął się przez wybitą szybę... Jezu tak strasznie cieszyłam się, że on po mnie przyszedł... Tak bardzo się bałam...  Harry biegł ze mną na rękach przez ciemną ulicę, a po czole spływały mu krople potu...Cały czas zastanawiałam się o co mu chodziło z tym " kocham Cię"?
Przecież ja mam Nialla... Kocham go, a on kocha mnie... Harry ma Julię to znc, miał? Sama nie wiem jak między nimi jest... Może to całe " kocham Cię" to miało być w znaczeniu po przyjacielsku?
     Nagle z zamyśleń wyrwał mnie zachrypnięty głos...
-Jesteśmy w domu... A teraz szybko zabieraj najpotrzebniejsze rzeczy i lecimy do LA.
-Coooo?! Do jakiego Los Angeles? Harry co ty gadasz?
-Oni będą cię szukać, jeszcze coś ci zrobią musimy wyjechać do momentu, póki sytuacja się nie uspokoji...
- A moja mama? Chłopcy? Co im powiemy
-Twojej mamie zostawiłem list, że musiałaś wyjechać do Nialla do Irlandii, a Lou z Liamem są już na lotnisku...
-A Zayn gdzie on jest?!
-Nie mam zielonego pojęcia... Jess nie mamy czasu! Pakuj się za pół godziny mamy samolot...
-No dobra już idę...
      Zrobiłam tak jak mówił Harry i pojechaliśmy. Po 15 minutach drogi byliśmy ku celu... Wsiedliśmy w samolot już czekali tam chłopcy. Usiadłam koło Harrego. Cały czas męczyła mnie myśl czy Niall o tym wszystkim wie?
Stwierdziłam, że muszę zapytać o to Harrego mimo to że trochę się bałam...
-Harry...?
-Hmmm?
-Czy Niall o tym wszystkim wie?
-O czym wie?
-Nie zgrywaj głupka!
-Nie nie wie...
-Bo?!
-Ale dowie się w ciągu najbliższych 4 godzin...
- Dobrze, a dlaczego my w ogóle jedziemy do tego całego Los Angeles?
-Bo tak...
-A czemu nie, np... no... do Nialla do Irlandii?
-Bo oni wiedzą gdzie jest Niall i będą cię tam szukać...-powiedział- po jutrze Niall przyjedzie do nas do LA- kontynuował...
-Aha...- powiedziałam a po policzku spłynęły mi dwa stróżki słonej cieczy...
-Jess dlaczego płaczesz?
-Bo mam tego dość!- wychlipałam.
-Ja wiem... Wiem że jest ci ciężko... ale wszystko się ułoży zobaczysz...
-Gówno prawda! Bo tam gdzie jestem ja zawsze są problemy...
-Jess...Kochan... To znaczy No nie martw się...
-Yyy... Ok...- znów przeraziły mnie te słowa... Nagle usłyszeliśmy, że lądujemy i po 15 minutach byliśmy już wszyscy w taksówce... Miałam nadzieję że to wszystko się w końcu wyjaśni!
    Podjechaliśmy pod piękny dom z basenem i z tarasem...
-Harry czy my tu będziemy mieszkać?!
-No... Tak!- powiedział, a na jego piękną twarz wkradł się szeroki uśmiech...



                  

Chociaż jeden plus całego tego zamieszania... Ciekawe gdzie teraz jest Zayn? Co teraz robi? Może znów ćpa...  W ogóle kto go w to wciągnął? Co mu przyszło na myśl żeby otruć Nialla? No cóż...
-Jess tu jest twój pokuj zawołał Lou- i ukazał się moim oczom piękny obraz o którym mogłam tylko pomażyć... Zaraz obok mojego pięknego pokoju był pokój Harrego... Dziwne....

Dosłownie dzieliła nas tylko jedna ściana a mój balkon bł zaraz koło balkonu Harr'ego...


       Mój pokój



                                                

                                                                           Pokój Harr'ego


              No mówię nasze balkony dzieliły dosłownie milimetry... To było podejrzane...
A w ogóle dlaczego ja tak myślę?! Ja chyba też robie się podejrzana.... Coś ze mną nie tak...
Ostatnio miałam bóle głowy, ale że aż tak mi odbija? Może lepiej pójdę się przewietrzyć na balkon...
 Było cudownie... Świeże powietrze.... Cudny widok i nagle poczułam czyjś oddech na mojej szyi...
-Witaj Jessie- podskoczyłam ze strachu to był...




                                                  
                                                                                                                                                                                                                                        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz