Mam dziewczynę Perrie... Kocham ją bardzo, ale odkąd w moim życiu
pojawiła się Jessie... Ona jest śliczna... I taka... No nie mam słów żeby określić jej osobowość...
Muszę w końcu przestać o niej myśleć, bo jeszcze zrobię coś głupiego...
Co może zakłócić relacje z nią i mój związek z Perrie...
***OCZAMI JESSIE***
Stwierdziłam, że ten dzień poświecę mamie... Ostatnio bardzooo dużo czasu spędzam
z chłopakami, Julią i Dagą... Zaniedbuję kontakty z mamą... Nie dobrze...
Jeszcze się zaczniemy kłócić... Nie chcę tego... Więc dziś nadrobię ten stracony czas z mamą...
-Hej mamo!
-Hej córeczko...
-Masz dzisiaj wolny dzień?
-A no mam... A co?
-Pomyślałam, że... Może ten dzień spędzimy razem?
-No w sumie to dawno nie spędzałyśmy czasu razem...
-No właśnie wiem... To jak ?
-Jest 12.00... Za godzinę bądź gotowa...
-Ok! To ja się idę ogarnąć!
-No to idź!- powiedziała z uśmiechem mama...
Poszłam wziąć prysznic... Umyłam przy okazji włosy... Wyszłam z łazienki o 12.30... Akurat miałam jeszcze pół godziny na ubranie się... Założyłam szare rurki, białą bluzkę na ramiączkach, a na to
miętową luźno rozpiętą koszulę. Nie padało, ale było trochę chłodno... Podmalowałam delikatnie rzęsy... i związałam włosy w luźnego koczka...
-Mamo ja jestem gotowa!
-Ja też...
-To co jedziemy?
-Jedziemy, może najpierw do centrum handlowego?- zapytała z uśmiechem mama.
-Ok... Mi pasuje.
-To chodź jedziemy... Gdzie ja to podziałam moje kluczyki...
-Tu są! Leżały na szawce w kuchni...
-Widzisz... Matkę ślepota na starość dopada...
-Ha ha ha ha !
Założyłam moje miętowe baleriny i pojechałyśmy z mamą w stronę centrum handlowego.
Najpierw poszłyśmy do sklepu z butami musiałam kupić sobie jakieś pełne buuty...
-Zobacz Jessie! Te są śliczne- wskazała na rzeczywiście śliczne miętowo szaro białe air maxy.
-Tak są super, ale....
-To co bierzemy?!
-Ale mamo...
-Ja zapłace to będzie taki mały prezent ode mnie...
-Dziękuje ci bardzo za ten "mały" prezent...
-Nie ma za co...- cmoknęłam mamę za buty w policzek, sama nie kupiłabym sobie tych butów... Cena...
Potem poszłyśmy do sklepu z męskimi ciuchami... Stwierdziłam, że zrobię jakiś mały prezent
mojemu Niallerkowi...
-Mamo pomóż mi wybrać... Tą czy tą?
-Hmm.... Ta jest ładniejsza- wskazała na koszulkę z napisem free hugs...
-Masz racje...- po czym poszłam do kasy i zapłaciłam...
-No ok... Tam jest fajna kawiarenka...
-To chodźmy...- powiedziała z uśmiechem mama.
-A mamo... Podjedziemy jeszcze do Louisa do szpitala?
-Louis to ten z pośród tych chłopców?
-Tak...
-A co mu się stało?
-Napadli go dresy w parku w nocy...
-Tak oczywiście, możemy podjechć...
-Ale to później może za ten czas pójdziemy do kina?
-Dobry pomysł!- poszłyśmy do kina i no nie powiem film był nawet fajny...
Minęła już 18... Po seansie...
-Fajny był ten film!
-Też tak sądzę...
-Jedziemy do Louisa?
-A... Tak pewnie jedziemy!- po 15 minutach byłyśmy w szpitalu... Akurat trafiłam...
W sali Lou byli chłopcy z Dagą i Julią...
-Mamo to jest Harry, Liam, Louis, Zayn, a Nialla już znasz, Julię też...A to jest Daga!
-Miło mi was poznać,... Ale z was ciacha!
-Mamo...
-No co?
-Nic... Nic...
-Lou jak się czujesz?
-A dobrze już...
-Cześć kochanie!- cmoknęłam Nialla w usta.
-Cześć misiu...- siedzieliśmy wszyscy u Lou jakieś 30 minut...
Potem pojechałam z mamą do domu. Po 20.00 miał przyjechać do mnie Niall... To był superowy dziń spędzony ze mamą. Brakowało mi tego. Poszłam się umyć założyłam dres i ciepłe kapcie... Akurat przyszedł Niall...
-Hej Jessie!
-O cześć kotku!
-Słodko wyglądasz w tym drwsie...
-Ha ha ha... Przecież nie będę się wstydzić przy tobie...
-No raczej...
-To co robimy?
-Może pomożesz mi porobić ciasteczka?
-No jasne!
-To chodź...-poszłam z Niallem robić ciasteczka. Nawet robił to dobrze... Oczywiście więcej polewy zjadł niż dał na ciasteczka... Norma... Dzisiaj w ogóle nie myślałam o Maliku... I dobrze...
Witajcie!
To już rozdział 10 ale to zleciało :)
Mam nadzieje ze sie podobał :D
Teraz Jessie z mamusią... Następny będzie ciekawszy:)
Kolejny dodam jutro:) Pozdrawiam!
niallerkowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz